Warsztaty na Saharze
Spotkanie z SELF na Saharze…
Znajdujemy się w otulonym wydmami obozie na środku Sahary. Ze szczytu jednej z wydm można dostrzec odległe pasmo gór Dżabal Saghro. Z pozostałych stron aż po horyzont rozciąga się ocean piasku. Za każdym razem robi to na mnie ogromne wrażenie.
Piasek układa się w półkoliste, regularne kształty, jakby pustynia nieustannie tworzyła własne dzieło sztuki. Cisza jest niemal namacalna. Jest w niej coś, co naturalnie spowalnia umysł i kieruje uwagę do środka. To właśnie tutaj, pośród wydm i bezkresnej przestrzeni, rozpoczynamy
dwudniowe warsztaty poświęcone wewnętrznemu przywództwu.
Wewnętrzne przywództwo SELF
Temat warsztatów dotyka miejsca w nas, które jest wewnętrznym kompasem i źródłem prowadzenia. Miejsca, które pomaga nam podejmować decyzje w zgodzie ze sobą i podążać za własnym potencjałem.
W modelu IFS tę jakość nazywamy SELF. Lubię porównanie, że SELF jest jak dyrygent orkiestry. Każdy muzyk reprezentuje jedną z naszych części. Jedna część może się bać, inna kontrolować, kolejna pragnie bliskości, a jeszcze inna odpoczynku. Same w sobie nie są problemem. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy żadna z nich nie słyszy pozostałych i każda próbuje grać własną melodię.
Do harmonii potrzebujemy zarówno naszych części, jak i obecności dyrygenta. Potrzebujemy SELF.
Spotkanie z przestrzenią większą niż części
Jednym z pierwszych elementów warsztatów jest medytacja prowadzona przez Michała Pasterskiego. Zaczynamy od zauważenia tego, co żywe w naszym wnętrzu. Spotykamy części, które są obecne w danym momencie. Nie próbujemy ich zmieniać ani naprawiać. Po prostu je dostrzegamy.
Następnie w wyobraźni wędrujemy na szczyt wydmy. To ciekawe, bo moje części wcale nie mają ochoty tak łatwo zostać w tyle. Jedna z nich koniecznie chce iść ze mną. Zamiast się jej pozbywać, daję jej uwagę. Siedzimy razem na tej wydmie tak długo, jak tego potrzebuje. Dopiero po chwili sama zaczyna się rozluźniać i robi się więcej przestrzeni.
To jeden z aspektów IFS, który bardzo cenię. Nie chodzi o walkę z częściami ani ich przekraczanie. Im bardziej są wysłuchane, tym łatwiej odnajdują swoje miejsce.
W miarę pogłębiania medytacji zaczynamy doświadczać jakości kojarzonych z SELF – większego spokoju, klarowności, akceptacji i obecności. A potem wracamy z tym doświadczeniem do swoich części. Co ciekawe, gdy patrzymy na nie z poziomu SELF, często widzimy je wyraźniej i z
większym współczuciem.
Pustynia jako sprzymierzeniec procesu
W kolejnych sesjach pracujemy poprzez ciało, ruch, oddech, masaż i procesy indywidualne. Szczególnie poruszające są sesje 1:1, podczas których jedna osoba pracuje ze swoim tematem, a pozostali uczestnicy wspierają ją swoją obecnością.
Mam poczucie, że grupa w takich momentach tworzy coś, co w języku IFS można nazwać polem SELF. Nie chodzi o robienie czegokolwiek. Bardziej o wspólne utrzymywanie jakości obecności, spokoju i życzliwości. To sprawia, że procesy często stają się głębsze i bardziej transformujące. Pustynia również wydaje się uczestniczyć w tym doświadczeniu.
Jest w niej coś niezwykłego. Jakby sama jej obecność pomagała nam odłożyć na bok nadmiar bodźców i wrócić do tego, co najważniejsze. Co ciekawe, dwoje uczestników jeszcze przed wyjazdem, nie znając się nawzajem, spontanicznie namalowało pustynię z ogromnymi oczami
ukrytymi pod wydmami. Gdy później pokazali sobie swoje rysunki, wszyscy byliśmy poruszeni. Było w tym coś symbolicznego. Jakby pustynia również patrzyła. Jakby obejmowała nas swoją spokojną, serdeczną uwagą.
Najdalsza podróż
Istnieją dwa rodzaje podróży. Jedne prowadzą nas przez nowe kraje, krajobrazy i kultury. Drugie prowadzą w głąb siebie. Jedne i drugie są równie fascynujące. Ostatnio te drugie stają mi się dużo bliższe.
Wierzę, że jesteśmy tutaj po to, by odkrywać oba te światy. Zachwyca mnie złożoność świata zewnętrznego, ale równie mocno zachwyca mnie bogactwo naszego świata wewnętrznego. Im dłużej pracuję z ludźmi i z samym sobą, tym bardziej widzę, że najdalsze podróże nie zawsze
prowadzą przez tysiące kilometrów.
Czasami prowadzą kilka centymetrów w głąb własnego serca.
Więcej: Więcej: Wewnętrzne przywództwo – wyprawa na Saharę
Krzysztof Ruba






